It’s Christmas time, there’s no need to be afraid.

Wigilia nie gwarantuje niczego. Sam fakt, że kalendarz pokazuje 24.12 nie daje pewności, że nie będziesz cały dzień chodzić struta wyimaginowanym problemem, którego wyimaginowanie będzie tylko pogłębiało twoją frustrację. Nie wiesz, czy jedynym sposobem na poczucie ulgi nie będzie przeżycie w wyobraźni słodkiego tete a tete z problemem i piłą łańcuchową w rolach głównych.

Ale z całą pewnością, dumy z takiego sposobu odreagowania nie poczujesz.

Pomimo tych dziwnych myśli, Wigilia udaną była zdecydowanie. Trochę inna, niż w latach poprzednich, ale ostatnio wszystko jest inne niż w latach poprzednich, a poza tym, inne nie zawsze znaczy gorsze. Trochę bardziej zadumana, trochę mniej spięta. Zdecydowanie dużo bardziej Andrusowa, bo w mojej rodzinie uwielbienie do pana Antura płynie we krwi razem z krwinkami czerwonymi, ironią i sarkazmem, więc jego obecność w telewizorni sprawiła, że niepisany zakaz włączania odbiornika w czasie pokolacyjnej kawy został bez żalu złamany. Och, wiem, to było czyste zło. Ojejku.
Nie było nerwów, nie było robienia czegokolwiek na pokaz. Nigdy nie ma, ale dopiero słuchając opowieści znajomych ze studiów uświadomiłam sobie, że to nie tylko opowieść z krypty wymyślona przez kontestujące wszystko nastolatki, że tak naprawdę wyglądają Wigilie u ludzi. Cóż, przykro. Nawet szczerze. Ale, na szczęście, to nie jest mój problem.

Swoją drogą, ten teledysk strasznie przypomina mi “Heal the world” ad. PAKA 2010 :)

Jedna odpowiedź

  1. wszystkiego najlepszego, dużo radości i zdrowia w przyszłym roku :*

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.