Co w trawie piszczy.

Minęły już ponad dwa miesiące, a ja wciąż studiuję. Niby żadne to osiągnięcie, ale patrząc po subtelnych zmianach w liczebności mojej grupy, może i jest się czym cichutko pochwalić. Paru rzeczy zdążyłam się już nauczyć, w tym najważniejszej – uczenie się na zapas jest do kitu. Kompletnie się nie sprawdza, bo kując w panice wieczorem przed kołem, współczynnik „nie wychodzi, dalej” wzrasta do, mniej więcej pięciu minut zastanowienia. I.To.Działa. Wychodzi na to, że zadania na większości przedmiotów są tak dobierane, żeby osobnik o lotności średnio inteligentnej ameby, za którego się przez te studia momentami uważam (proszę mi wybaczyć ten festiwal psychicznego samookaleczenia, ale we wtorki włącza mi się masochizm i po prostu muszę, inaczej się uduszę), był w stanie wpaść na rozwiązanie w przeciągu pięciu minut. Na większości, bo na mechanice coś dziwnie czuję, że się nie sprawdziło, ale można uznać, że wyjątek potwierdza regułę i spowić tę porażkę zasłoną wymownego milczenia. A przynajmniej do czasu ogłoszenia wyników, bo znając mój poziom stoicyzmu, w razie ewentualnego braku zaliczenia koła, z milczeniem będzie moje zachowanie miało niewiele wspólnego.

Lingwistyka jako drugi kierunek odpływa coraz dalej, na tratwie zbudowanej z pięciu tysięcy złotych, które trzeba zabulić za możliwość studiowania na tymże. Co nie znaczy, że mi rozszerzona matura z języków zeszła z ambicji, wręcz przeciwnie, mobilizacja w pełni. Nie wiem, po co, ale co mi tam. Jak mam czas, to i argument “bo mi się chce” nabiera mocy.

A, no i rozważam zmianę specjalności. Rozważam tak już tydzień z małym hakiem, ale jakoś dopiero wypowiedzenie tego na głos w obecności istoty żywej i (zazwyczaj) niemruczącej zmobilizowało mnie do zasięgnięcia języka. Tak więc, od dzisiaj oprócz rozważania, wiem dodatkowo, że według pań z dziekanatu, da się to zrobić. Jakby ktoś miał do powiedzenia w tym temacie coś kojącego, typu „oczadziałaś?!”, zapraszam na czat www.kijciwdupę.com. Można tam powymieniać luźne uwagi, np. z połową grupy społecznej zwanej moimi dziadkami, na temat mojego poziomu ogarnięcia, decyzyjności, a tak w ogóle, to zjadłabyś coś czasem. Jeszcze raz, serdecznie zapraszam. A co do zmiany samej w sobie, to zdaję sobie sprawę, że moje zachowanie w tym temacie jest lekko niepoważne, ale cóż, bywa. Czasami trzeba się trochę powiercić, żeby znaleźć wygodne miejsce, a poza tym, mogę sobie trochę poszaleć, w końcu doktoratu nawet jeszcze nie mam.

I nie, wcale nie siedzi mi w głowie mały potwór, który kusi, żeby tam pójść, dać sobie radę, a następnie, pomiędzy spazmami radości, wyrzygać pewnemu osobnikowi ten sukces w twarz. A nawet jeśli siedzi, to myślę, że dopóki nie jedyna, motywacja dobra, jak każda inna.

Jedna odpowiedź

  1. przynajmniej tutaj pada śnieg :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.