Serio, to kompletnie bez sensu. Kończy się tak, że na pięć dni przed kolokwium zostajesz kompletnie bez notatek, bo koleżance z grupy zamarzyło się po raz pierwszy od prawie dwóch tygodni pojawić na uczelni i na kwadrans włączył jej się tryb „pilny student”. A zaraz potem „kolekcjoner”, bo nic nie wskazuje na to, żebym miała moje 30 stron A4 odzyskać, a jej obecność na liście studentów już stała się paprochem w oku dziekana. Bywa.
Poza tym, sezon jesienno-zimowy uważam za oficjalnie rozpoczęty. Inauguracja odbyła się wczoraj, kiedy to młody pan doktor, po trzech minutach rozmowy orzekł u mnie zapalenie zatok. Zastanawiam się, jak do tego doszedł, skoro obejrzał mi li i jedynie gardło, które od zatok dzieli spory kawał układu oddechowego, no ale nie dyskutowałam. Zaordynował dawkę antybiotyku, która zwaliłaby z nóg dorosłego chłopa, przyjęłam. Wcisnął mi rękę zwolnienie z zajęć, wzięłam.
Wprawdzie otrzymując ten święty kawałek papieru, zostałam pouczona, że to nie jest tak, że muszę siedzieć w domu, tylko po prostu nie mogę się forsować. Po dogłębnym przemyśleniu sprawy uznałam, że dwie godziny laboratorium + dwie godziny okienka + dwie godziny wykładu z historii fizyki i techniki + godzina ćwiczeń z planowania i analizy eksperymentu = forsowanie się. Jeśli nie jest, to trudno, mógł sprecyzować. Zalecił też, żeby się nie wyziębiać, co pozostaje w pewnym konflikcie z moim porannym spacerem z dworca na uczelnię, ale nic nie poradzę, że przy takiej dawce lekarstw przesypiam pół dnia, a w drugiej połowie moja prędkość jarzenia oscyluje w okolicach stałej Plancka i jedynie świeże powietrze jest w stanie doprowadzić mnie do stanu używalności na tyle, abym w przytomności przetrwała ćwiczenia z analizy. Także doktorskie zalecenia traktuje dość luźno i ze sporą dozą inwencji własnej. Co z tego wyniknie, niepodobnam stwierdzić.
ja też uważam, że to byłoby forsowanie się. zresztą, jak się ma zwolnienie lekarskie, to się z niego korzysta, koniec i kropka.
co do tych notatek, to bardzo niefajna sprawa, żeby student, studentowi, notatki… ech.
życzę ogólnego zdrówka!
PS. ponieważ mam jeszcze troszkę roboty na jutro, to zapewne zaraz będę próbować coś wyskrobać na własnego blogusia, natchnęłaś mnie! :)