Mode sesja off.

2012/01/24 - Dodaj odpowiedź

Tadąą, drodzy państwo, z dumą oświadczam, że w dniu wczorajszym, trójką z Mechaniki i Ciepła, oficjalnie zakończyłam przygodę pt. ‘Pierwszy semestr na fizyce technicznej’. Zakończyłam ją w euforii wywołanej zaliczeniem wszystkiego, co było do zaliczenia, w pierwszym terminie, uzyskaniem średniej, która wartością przewyższa niektóre moje osiągnięcia lat licealnych i stwierdzeniem, że mimo że naryczałam się, naklnęłam i nawściekałam przez te 3.5 miesiąca więcej, niż przez jakiekolwiek inne 3.5 miesiąca mojego życia, wiem, że studia wybrałam dobrze.

Bo bardzo pasuje mi to, co dzieje się na Politechnice Gdańskiej. Lubię 92% swojego czasu spędzonego na uczelni poświęcać cyferkom, sposobom na radzenie sobie z nimi i zjawiskom, jakie za nimi stoją. Lubię swój wielki gmach, który z zewnątrz wygląda jak zamek i pyszną herbatę, jaką można kupić w podziemnej kafeterii. Lubię ciche czwarte piętro, gdzie można się zadekować i w miłym towarzystwie spędzić okienko. A najbardziej lubię to, że brak polskich, geografii i innych WOKów powoduje, że nagle dochodzi do mnie, że nie jestem niewyuczalna. Miło.

I fakt, że w końcu zmieniłam specjalizację, niczemu tu nie zaprzecza. Po prostu, nie będę fizykiem – energetykiem, będę fizykiem – informatykiem. Tak, będę informatykiem, a wszelkie próby nazwania mnie informatyczką, tudzież fizyczką (a fu, to już niemal pod świętokradztwo podchodzi) będę komentować mordem ze szczególnym okrucieństwem. Ten semestr na Politechnice moje wewnętrzne językowe gestapo bardzo zmobilizował.

Z racji sesyjnej, nie udało mi się napisać podsumowania roku 2011 i szczerze mówiąc, nie bardzo mam serce się do tego brać. Krótko i zwięźle:

- Przeczytałam 41 książek, co może w porównaniu do ogółu wypada całkiem nieźle, ale w moim książkoholicznym odczuciu, jest liczbą haniebną. Najbardziej poruszyły mnie lektury związane z Markiem Edelmanem, poczynając od wymuszonego obowiązkiem szkolnym ‘Zdążyć przed Panem Bogiem’, aż po trawione niemożliwie długo, ale przynoszące wiele ważnych wniosków ‘Bóg śpi’.
- Najczęściej sluchałam Eneja (1067 odtworzeń), ale również Adelka i Florentyna & Maszyna odegrały w moim muzycznym życiorysie znaczącą rolę.
- Filmów było 50. Poza entą powtórką całej (uznawanej przeze mnie) serii ‘Koszmaru z ulicy Wiązów’, która jest absolutnie ponad konkurencją, najbardziej podobały mi się ‘The Social Network’, ‘Zbaw mnie ode złego’ i ‘Jak zostać królem’. Laur największej obejrzanej przeze mnie bzdury otrzymuje ‘Nude on the Moon’, ale jako że widziałam go na festiwalu najgorszych filmów świata, wszelkie narzekania są tu inwalidą.

Poza tym, rok 2011 przyniósł mi, w kolejności chronologicznej, zdaną maturę, pierwszą namiastkę pracy, nowy telefon, wiele nowych, ciekawych znajomości i 134km przejechane na rowerze. Good enough.

A to zapętlałam jak szalona w 2011. Bo jest fajne.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.